OPPOsite

Opposite nr 3

Polityka wymazywania. Pamięć, etos, reprezentacja oraz tyrania idei i widzialności.

Agnieszka Kłos / Znikająca pamięć Birkenau. Opowieść o sile przyrody.

„W ogrodzie komendanta obozu Rudolfa Hessa sadziłyśmy truskawki na popiele ze spalonych zwłok więźniów. Prochy zmagazynowano w stodole, skąd przenosiłyśmy do ogrodu.” 1


Uwagi wstępne.

Auschwitz – Birkenau odkrywa pewien paradoks związany z miejscem: narracja klasyczna, historyczna wskazuje na wielką ilość wspomnień, pamiątek, śladów historii, natomiast obecny kształt terenu odkrywa stopniowe zanikanie autentycznej tkanki obozu. Zmienia się paradygmat pamięci i ilość oraz jakość pamiątek po tamtym czasie. Pamięć ludzka związana z tym miejscem zaczyna ginąć, wymierać, umierają świadkowie historii, wymierają również niemi świadkowie: drzewa, zwierzęta, roślinność. Zmienia się topografia terenu.2 Prace konserwatorskie i coraz większa ilość zwiedzających zmieniają jego charakter. W pewnej mikroskali można zauważyć na terenie byłego obozu cykliczną jednostajność: recykling życia i śmierci.

Birkenau. Jest to właściwie przestrzeń „nie muzealna” (cmentarz), dziś stosunkowo często odwiedzana za sprawą autobusów muzealnych, lecz do tej pory w skali odwiedzin w Auschwitz, słabo rozpoznawalna przez polskich turystów.3 Duży teren obozu i brak turystycznej infrastruktury zniechęca turystów przed odwiedzaniem tego miejsca w szczególnie upalne i mroźne dni. Z uwagi na brak budynków do zwiedzania, obóz jest traktowany jako „dodatek” do Auschwitz, teren pod gołym niebem, na którym można przebywać tylko do zmroku. Na terenie byłego obozu nie ma oświetlenia poza wytyczoną trasą.

Paradoks nacechowania pamięci: jej pokładów, które w zależności od przynależności, posługując się tymi samymi elementami, np. krajobrazu czy pogody, budują zupełnie inny obraz obozu. W przypadku wspomnień ofiar i sprawców pozornie neutralne elementy zieleni, zwierzęta, czynniki atmosferyczne nabierają innego znaczenia.

Birkenau. Od początku istnienia obozu jego teren był wypadkową między cywilizacją a naturą, a wszystkie etapy rozwoju obozu, a także jego przekształcanie się w teren muzeum po wyzwoleniu, odtwarza tę walkę. Dziś muzeum jest wypadkową tych sił. Widać to szczególnie mocno na przykładzie krajobrazu i zieleni.

Birkenau. Była to przestrzeń, o której się wie, że jest właściwie polem śmierci, usianym prochami ludzkimi i kośćmi, a jednocześnie zarośniętym terenem, po którym kroczą ptaki, biegają zwierzęta. Skojarzenie z bezmiarem śmierci i oceanem było w tym miejscu szczególnie bliskie: ocean to wielka przestrzeń, bezmiar i bezkres, a jednocześnie pole nie do końca zbadane, objęte przez człowieka. W oceanie są tereny nieodkryte, dalekie i niebezpieczne, niemożliwe do zbadania. Podobnie pola z prochami ludzkimi, obszary w głąb ziemi w Birkenau; nietknięte od czasów wojny, z zatopionymi w niej kośćmi, resztkami ubrań, przedmiotami osadzonymi głęboko jak na dnie oceanu. Z uwagi na poczucie sacrum, jakie przywołuje to miejsce, również prace konserwatorskie utrzymane są tu w stanie niemal zerowym. Tuż po wojnie, tak jak na oceanach i niestrzeżonych morzach, grasowały w tym miejscu bandy polskich i radzieckich kopaczy złota.


II. Skażone piękno.

W 1993 roku Young przemówił głosem odwiedzających „miejsca śmierci” po raz pierwszy latem:

„Pierwsza wizyta w takich miejscach jak Majdanek czy Auschwitz może być szokiem, ale nie z powodu krwawego terroru, jaki miejsca te przywołują, lecz z powodu ich niespodziewanego, wręcz niestosownego, piękna.” 4

Później czyni on podobną refleksję o dysonansie, gdy pisze:

„Obozy koncentracyjne były często lokowane w miejscach o uderzająco pięknym krajobrazie oddalonym od ludzkich siedzib – ironicznej, wręcz perwersyjnej pasterskiej sielance, co często zauważali więźniowie, którzy przetrwali obóz.” 5

Pamięć o Holokauście najczęściej wiąże się z pamięcią miejsca i pamięcią przedmiotów. Badacze tej kwestii zwykle podejmują kwestię estetyki, autentyczności i zachowania zasobów, natomiast ekologiczny aspekt tych miejsc bardzo rzadko brany jest przez nich pod uwagę. A przecież wydaje się naturalne, że właśnie pejzaż, krajobraz tych miejsc, postrzegany zarówno przez świadków, jak i współcześnie zwiedzających, sposoby aranżacji ekologicznej tych terenów, jest i pozostanie na zawsze sprawą podstawową. Auschwitz jest ciekawym tego przykładem, bo został poddany bardzo radykalnym zabiegom konserwatorskim, natomiast zieleń traktowana jest w jego przestrzeni jako rama dla pozostałości po obozie.

Rozważania o pamięci w literaturze przedmiotu XX wieku przyniosły nowe nazewnictwo. Miejsca takie jak cmentarze, tereny byłych obozów zagłady, zaczęto nazywać „miejscami pamięci”. Wzbudzają one nie tylko w historykach i świadkach wielkie emocje. W XXI wieku, wieku „bez świadków”, to właśnie przyroda i drzewa stają się jedynymi, niemymi obserwatorami tamtych wydarzeń.

W 1996 roku po raz pierwszy podejmuje tę kwestię Wollaston. Nawołuje historyków „by wytrawić pamięć o wydarzeniach (Holokaustu) w krajobrazie”. Jego propozycja nie spotyka się jednak z szerokim zainteresowaniem, choć znajdzie się mała grupa badaczy, która rusza w teren. Mapa ich „zieleni” Holokaustu pokryła niemal w całości przestrzeń dzisiejszej Europy.

Przyroda w badaniach związanych z literaturą i sztuką pełniła od bardzo dawna ważną rolę. Historycy przedmiotu podkreślali jej silny związek z wyobraźnią odbiorcy, kiedy to od czasów średniowiecznych apokryfów, opisujących rzeczy cudowne i nadzwyczajne, przyroda współgrała z uczuciami bohaterów. Brała na siebie rezonans emocji, który miała wywoływać lektura. Zabieg ten został doprowadzony do perfekcji w literaturze romantyzmu. Przyroda w tych opisach miała "duszę", "wyraz", potrafiła "współodczuwać". Zwykle z pokorą przyjmowała rolę tła, ale już w balladach stawała się głównym bohaterem.

Na rolę przyrody w literaturze Holokaustu, a także świadectwach ocalonych, zwrócili uwagę artyści i historycy pod koniec XX wieku. Zastanawiali się nad wpływem pięknej pogody i urokliwego krajobrazu na poczucie samotności i zagrożenia ofiar. Śmierć – mówili ocaleni – była zawsze lepiej widoczna przy pięknej pogodzie.

Na motyw gęstego zielonego lasu, który zamiast ukryć, wystawia na widok, zwrócił uwagę krytyków Wilhelm Sasnal. Dla artysty las był najczystszym znakiem wizualnym Zagłady (po obejrzeniu „Shoah” Claude`a Lanzmanna).

Na znaczenie lasu, przyrody, krajobrazu w losach ocalonych zwracała uwagę także Barbara Engelking. Wskazując na szczególną rolę miejsca w jakim żyjemy, pisała: „Oczywiście przekonanie, że można uniknąć tego, z czym boimy się stanąć twarzą w twarz, jest złudne. I chociaż nie chcieliśmy i nadal nie chcemy być świadkami poniżenia, udręki i śmierci polskich Żydów, to – nie z racji własnego wyboru, ale raczej miejsca urodzenia – po prostu takimi świadkami jesteśmy.”6

Simon Schama, autor książki „Krajobraz i pamięć”, twierdzi: krajobrazy są kulturą jeszcze zanim staną się przyrodą, tworami wyobraźni nakładanymi na las, wodę i skały.”7 W jednym z rozdziałów swej książki zatytułowanym ”Las”, Schama określa Holokaust jako wydarzenie bez krajobrazu: „Dla polskich Żydów jadących do krematoriów widok rodzimej ziemi został zasłonięty zabitymi na głucho oknami wagonów transportowych, tłukących się nieubłaganie w kierunku obozów śmierci. Oczyma duszy postrzegamy Holokaust jako coś pozbawione krajobrazu lub w najlepszym razie pozbawione cech charakterystycznych i barw; spowite w ciemność i mgłę, otulone nieustające zimą, skąpane w odcieniach mroku i szarości; szarości dymu, popiołu, sproszkowanych kości i niegaszonego wapna. To jest szokujące, gdy zdamy sobie sprawę, że Treblinka również jest częścią jaskrawo kolorowego krajobrazu rzecznej krainy Bugu i Wisły; delikatnej, łagodnej krainy pełnej topolowych i osikowych alej.”8 Jak dowodzi Schama, ponury krajobraz Holokaustu stanowi jednocześnie fragment innego krajobrazu. Te same elementy przyrody w kulturowym przedstawieniu stanowią przecież części różnych krajobrazów.

Dyktat miejsca w perspektywie pamięci, przy braku materialnych dowodów zbrodni, stanowi nie lada wyzwanie dla historyków i muzealników. Michael Addis mówi o tym wprost: „Wobec tego braku, miejsca wybrane do upamiętnienia Holokaustu odgrywają w wyobraźni ludowej i w oficjalnym państwowym świecie przedstawień większą rolę, a kontrowersje wzbudzane przez nie stają się bardziej drastyczne.”


III. Kultura krajobrazu śmierci.

Zastanówmy się zatem, jak współcześnie został skonstruowany krajobraz Birkenau w miejscu, które z uwagi na ilość prochów i ślady zbrodni, został nazwany największym cmentarzem świata.

Były obóz posiada bardzo charakterystyczny i sugestywny „krajobraz otoczenia”, czyli makro – ekologiczne cechy rozpoznawalne dla każdego, kto przekroczy Bramę Śmierci. Wszystkie szczegóły ekologiczne w tym miejscu bardzo mocno wpływają na doświadczenie zwiedzających, choć większość z nich nie zdaje sobie z tego sprawy.

Birkenau jest ciekawym przykładem również dlatego, że reprezentuje miejsce z bardzo szybko skodyfikowanym reżimem zagospodarowania, w który wdrożono niezmienny system uprawy roślin. W miejscu „naturalnej” pamięci mebli obozowych (baraków, ruin, pozostałości po miejscach kaźni), utworzono sztuczną ramę krajobrazową.9

I wreszcie teren byłego obozu z jeszcze jednej przyczyny zasługuje na naszą uwagę; wkrótce charakter tego terenu zmieni się na dobre, a tkanka obozu powoli zacznie znikać (za sprawą podjętych wcześniej, ale i nie podjętych na czas działań konserwatorskich, a także z powodu oczywistego upływu czasu i żarłocznych kolonii grzybów).


IV. Historia łąki.

Obóz w Birkenau powstał na miejscu pól uprawnych, gospodarstw rolnych, wsi i lasku brzozowego. Stanowił wypadkową zagospodarowanej przestrzeni uprawnej, pozostałości po gospodarstwach rolniczych i terenów dzikich, leśnych, leżących odłogiem pól.10 Wypadkową ścierania się krajobrazu naturalnego i elementów cywilizacji widać było już w pierwszych zabudowaniach obozu. Pierwsze budynki były stajniami.

Seweryna Szmaglewska tak opisuje powstanie obozu: „W roku 1942 Birkenau (tak zwany Oświęcim II) to pole bagniste, ogrodzone drutami pod wysokim napięciem. Nie ma żadnych dróg, żadnych ścieżek pomiędzy blokami, cały lager pozbawiony jest wody, a równocześnie (do końca zresztą) jakichkolwiek ścieków. Wszelkie brudy, odchody, odpadki leżą cuchnąc i gnijąc. Żaden ptak nie pokazuje się nisko nad Birkenau, choć w ciągu wielogodzinnych apelów więźniowie mają czas wypatrywać. Powodowane węchem czy instynktem ptaki omijają to miejsce. Birkenau oficjalnie nie istnieje. Nie jest wymieniane nigdy w adresie. Sposób budowania tego obozu świadczy, że nie zamierzano tu przetrzymywać ludzi dłużej. Jest to pewnego rodzaju poczekalnia przedkrematoryjna, obliczona na dwadzieścia do trzydziestu tysięcy ludzi. Oto jak powstała11:

Na otoczonej drutami łące ustawiono zimą 1941 / 1942 w dwóch identycznych kompleksach po piętnaście baraków murowanych i po piętnaście drewnianych. Nie położono w nich podłóg ani sufitów, przykryto je tylko dachami, przez które śnieg wnika swobodnie do środka. Na wrotach wisiały metalowe tabliczki z napisem „Pferdestelle” (stajnie) i z zarządzeniami dotyczącymi wypadków zachorowań koni na pryszczycę. Tabliczki takie zachowały się w wielu barakach do ostatniego dnia.” 12

Dziś byli więźniowie odwiedzający Birkenau czują się zakłopotani widokiem zielonych łąk. W ich wspomnieniach dominuje kolor szary, kolor błota, w którym grzęźli. Kitty Hart tak pisze o swym pierwszym powrocie do Birkenau:

„Ty widzisz trawę. Ale ja jej nie widzę. Widzę natomiast błoto, morze błota. Na dworze jest „łąka” zielonej trawy. To coś, do czego nie mogę się przyzwyczaić. Tego tam nigdy nie było… ludzie padali z zasłabnięcia w błoto i w nim umierali…”13

Wiesława Gołąbek (w obozie Byczyńska): „Tam był taki gliniasty teren, straszna glina, błoto wieczne było, podmokłe tereny. Te baraki stały w takich podmokłych terenach. Nie było tam żadnej zieleni, żadnego drzewka, krzaczka, nic. Gdzie tam teraz w Birkenau trawa, kwiaty, drzewa ogromne! Nie było tam nic zielonego, nic. (…) Ten obóz był szary. Ciemno – bury. Bez względu na porę roku.” 14

We wspomnieniach obozowych natrafiamy na ślad, że spotkanie z przestrzenią Birkenau bez względu na porę roku, dnia i nocy, zawsze wywoływało efekt zaskoczenia. Więźniowie byli zdziwieni przede wszystkim rozmachem tego miejsca, przedziwnym pustkowiem z rzędami równo ułożonych baraków. Przestrzeń wokół wzmagała w nich odczucie skwaru albo zimna.15

Przestrzeń tego miejsca została bardzo szybko wykorzystana przez nazistów i sprzężona z systemem masowej Zagłady. Na fotografiach załączonych do akt Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Krakowie oraz akt w sprawie karnej byłego Komendanta obozu koncentracyjnego Oświęcim – Brzezinka Rudolfa Hoessa (nr 11 sygnatura 7623), widzimy, że komory gazowe zostały zamaskowane stosem równie ułożonego, naciętego drzewa jak do sauny, pralni lub mykwy. Stos był wysoki i wyglądał jak mur. Zdjęcie oznaczone sygnaturą 7655 przedstawia natomiast prowizoryczny płot nacięty z gałązek.16

Jak wynika z materiałów archiwalnych obozu 6 listopada 1943 roku Rudolf Hoess wydał zarządzenie, na mocy którego SS – Sturmbannführer Joachim Caesar miał oddzielić pasmem zieleni krematoria II i III od obozu. Z wykazu wynika, że zasadzono wówczas: 200 drzew liściastych o wysokości od 1 do 4 metrów, 300 świerków i sosen o wysokości od 1 do 4 metrów, a także tysiąc różnych krzewów o wysokości od pół metra do dwóch i pół metra. Posadzono wówczas przede wszystkim topole i jarzębinę, bo oba gatunki bardzo szybko rosną i są niewymagające. „Od strony obozu kobiecego – czytamy w relacji - na terenie krematoryjnym – były zasadzone młode drzewka, które miały osłaniać widok na teren krematoryjny. Były to młode topole.” 17

Mirosław Obstarczyk, pracownik Działu Wystawienniczego w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, kurator i kustosz: „One były posadzone przez więźniów na rozkaz SS. Niemcy sadzili pasjami te topole, bo ona szybko rośnie. Leśnicy mówią, że to brudne drzewo. Bardzo pyli i w ogóle jest nie najciekawsze, ale szybko rośnie i ma ładny kształt: smukłe, wysokie. Myśmy pielęgnowali, ratowali je, bo to był ślad. Topola włoska rośnie bardzo szybko, ale ona po trzydziestu, czterdziestu latach umiera po prostu w tym klimacie. I te topole, niektóre z nich wyglądały solidnie, ale jak się je przycięło, mamy tu specjalistę od ochrony zieleni, to w środku było próchno. A jeśli pień był solidny to okazywało się, że korzenie były spróchniałe. Była taka sytuacja kilka lat temu, jesień, upalny dzień, przechodzi grupa Koreańczyków i nagle taka topola, taki potężny pień, spadł dosłownie za nimi. Takie drzewo waży kilka ton. Dlatego później rozpoczęto akcję badania drzew, przyjechali dendrolodzy i niestety trzeba je było usunąć. Duże pieniądze szły na ich utrzymanie. Były też takie przedwojenne topole polskie, wielkie, takie rozłożyste. One przed krematorium stały, jeszcze dwa lata temu były i one zostały też ścięte, bo niestety groziły zawaleniem.” 18


V. W kolorze.

Dziś turyści odwiedzający teren Birkenau odnajdują własną scenerię spotkania z miejscem pamięci. Dzieje się to niezależnie od polityki ekologicznej i historycznej tego miejsca. Obraz w ich głowach po zwiedzeniu byłego obozu zwykle mocno różni się od nastawienia z jakim do niego przyjeżdżają. Young pisze: „te miejsca pamięci zaczynają żyć własnym życiem często wbrew pamięci oficjalnej, którą same reprezentują.”19

Najlepiej widać to na amatorskich filmach i zdjęciach wykonywanych na terenie Auschwitz – Birkenau. Nie podlegają one żadnej cenzurze i nikt nie usiłuje wyprawić w nich „krajobrazu Holokaustu”. Inaczej jest w materiałach oficjalnych sprzedawanych na terenie Muzeum.

Albumy i pocztówki muzealne tworzą mocno skodyfikowany obraz obu obozów. Zieleń została w nich wpisana w rolę ozdoby lub tła. I tak, na kartkach pocztowych z Birkenau, przyroda ukazana jest w kolorze, uchwycona w najbardziej charakterystyczny dla danej pory roku sposób. Widzimy więc piękne, sielankowe ujęcia wiosennych łąk, letnich traw, zimowych oszronionych drzew w oddali. Na tle tak pięknie sfotografowanej przyrody zostają wyeksponowane elementy kaźni i masowej zagłady. Kartki z Auschwitz zostały utrzymane w innym tonie. Są to w przewadze kartki czarno – białe z wyraźnym zaznaczeniem „miejskiego” charakteru tego obozu. Przyroda, jeśli została zarejestrowana, ujęta jest w nich jako dodatek, występuje na dalekim planie.

Między 1945 rokiem a późnymi latami 70. zagadnienia zieleni, krajobrazu i przyrody Birkenau interesowały władze muzeum doraźnie. Główne prace konserwatorskie prowadzono w odniesieniu do obiektów budowlanych i to na ich ratowanie szły wszystkie pieniądze. W ciągu niespełna kilku miesięcy i lat po wyzwoleniu zauważono kurczenie się oryginalnej tkani byłego obozu; bezpośrednio przyczyniali się do tego ludzie sąsiadujący z terenem, dawni właściciele domów, którzy rozbierali zabudowę obozu, ale także miały na to wpływ zanieczyszczenia przemysłowe, rozkład wynikający z wilgoci i ataku grzybów oraz pasożytów. Czasem także nietrafne decyzje budowlane czy architektoniczne, które wynikały z nieświadomości, czym w istocie jest konserwacja obiektów pochodzących z XX wieku, a także czym ma być w przyszłości „miejsce pamięci”. Jak wskazują w swoim opracowaniu Charlesworth i Addis, pierwsze zorganizowane koszenie traw i prace ekologiczne na terenie Birkenau wykonano dopiero nie wcześniej niż w 1979 roku, przed wizytą Papieża Jana Pawła II. Rok później zaczęto wycinać pierwsze drzewa – samosiejki i zwężać stanowiska wybranych drzew.20

Dopiero w grudniu 1993 roku w muzeum pojawił się ekolog, który zajął się organizacją przestrzeni środowiska naturalnego. W kolejnych latach podstawowe założenia planu ekologicznego nabrały rozmachu za sprawą licznych konsultacji naukowych z Jerzym Kozarskim z Fundacji Ochrony Zabytków w Warszawie, Kazimierzem Adamczewskim z Instytutu Ochrony Roślin w Poznaniu, a także z Edwardem Bartmanem z Oddziału Architektury Krajobrazu Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. W 1994 roku dokonano pierwszego zabiegu plewienia za pomocą chemicznych odczynników takich miejsc jak pozostałości po komorach gazowych, co odbiło się szerokim echem w żydowskim środowisku religijnym i wywołało sporo kontrowersji.

Jako osoba odpowiedzialna za zarządzanie ekologią Birkenau, Barbara Zając następująco podsumowała ten czas:

„Konserwacja zieleni jest ważną częścią ogólnego planu konserwatorskiego Muzeum, a także swoistą formą wyrażania szacunku wobec tego miejsca i wydarzeń, jakie się w nim rozegrały”.21


VI. Kwiaty szare i różowe.

W wielkiej debacie o kształcie miejsca pamięci jakim jest Auschwitz – Birkenau w ciągu ostatnich kilku lat pojawiło się wiele głosów. Wśród kilku pomysłów na zagospodarowanie przestrzeni byłego obozu, poza troską o zachowanie autentycznej tkani obozu i ruin oraz pozostałości mebli obozowych, pojawiały się głosy mówiące także o roli przyrody, ale i roli atrakcji turystycznych, jakie można zwiedzającym zaproponować. Po upadku komunizmu i dalej, w momencie upowszechniania debaty o Holokauście, stało się dla władz muzeum jasne, że miejsce pamięci to również miejsce turystyki pamięci.

Kwestia strefy chronionej wokół przestrzeni Birkenau pojawiła się w debacie publicznej w roku 1962. Ustanowiono wówczas nieprzekraczalną granicę między byłym obozem a zabudowaniami w okolicy tak, aby w przyszłości uniknąć budowy domów, zakładów pracy i miejsc rozrywki na styku obozu. Wytyczenie granic nie spodobało się wszystkim mieszkańcom okolicznych wiosek. Pojawiły się głosy mówiące o tym, że po wojnie to miejsce, podobnie jak inne tego typu, powinny żyć normalnie.

Spór nabrał nowego znaczenia na wolnym rynku i odżył w latach 90. Stało się wtedy jasne, że powstrzymywanie wszystkich inwestycji wokół muzeum się nie powiedzie i zdecydowano się wydać pozwolenie na inwestycje w strefie ochronnej byłego obozu, w formie, która nie wywoła konfliktu z profilem pracy tego miejsca. Spór dotyczący granic obozu, mimo swojej siły, nie był jedyną sprawą w jaki zaangażowany był „obóz”. Znacznie ważniejszą były próby zachowania w środku byłego obozu tkanki autentycznej, co już w tamtym czasie stanowiło nie lada wyzwanie finansowe.

Do muzeum dotarła również zasada wolnego rynku, która sprzyja silniejszym: masowa turystyka coraz wybredniejszych gości zaczęła wypierać rozdzielnikową turystykę z zakładów pracy i szkół. Okazało się, że samo istnienie miejsc pamięci nie wystarczy do jego utrzymania, bo miejsce związane z dziedzictwem wymaga takiej samej reklamy jak wszystkie inne. Hasło wolnej konkurencji: „miejsce, w którym jest mało albo nie ma nic do zobaczenia, nie prosperuje”, w odniesieniu do sytuacji byłego obozu okazało się trafne.

Jak na tle walki ekonomicznej wyglądał plan opieki muzeum nad jego historycznym krajobrazem? Pomysł opierał się na podjęciu działań w trzech sektorach. Pierwszy z nich dotyczył ratowania drzew z lat 1943/44 i ponownego nasadzania identycznych gatunków w miejscach, w których drzewa umarły, a które potwierdzili byli więźniowie oraz obozowe dokumenty. Drugi obejmował budowanie i wzmacnianie świadomości, że niemożliwym jest przywrócenie wyglądu obozu z lat 1943 / 44, a więc krajobrazu pokrytego szarym błotem. Trzeci mówił o tym, że obszar obozu, na którym porosła bujna trawa i piękna łąka jest obszarem nieautentycznym. „Nadmiar zieleni zmienia krajobraz byłego obozu. Stwierdzają to byli więźniowie, w pamięci których obóz kojarzy się z szarością błota.” 22

Prace ekologiczne związane były przede wszystkim z powstrzymaniem sukcesji dębów i brzóz. Gdyby nie zdecydowane pielenie, teren obozu przypominałby las. Drugim zabiegiem w tym czasie było pozbycie się z terenu Birkenau łąki „typowo polskiej” (a więc ukwieconej). W jej miejsce, mimo że symbolicznie nie ma to żadnego związku z ziemią polską, zaczęto siać klasyczny trawnik. Trawnik jest symbolem śmierci żołnierskiej w Stanach Zjednoczonych i Anglii.

Charlesworth i Addis zakładają, że mniejszy reżim w koszeniu trawy i niszczeniu łąki, przyniosłoby turystom znacznie więcej symboli skłaniających do myślenia. Jak stwierdza Gough, na cmentarzach wojennych obecność drzew daje „personalny znak w otoczeniu, które w przeciwnym razie byłoby mocno naładowane retoryką”. Drzewa „udzielają krewnym zmarłych indywidualnego głosu, czasami odmiennego od oficjalnej polityki” 23

Znacznie więcej możliwości „opowiadania” krajobrazem tkwi w Birkenau. Powoli jednak, sezon za sezonem ten potencjał jest wycinany i koszony (co najmniej po trzykroć w ciągu roku). Rodziny ocalonych, którzy przyjeżdżają do Birkenau w sezonie letnim zwracają uwagę na Obecność przyrody w tym miejscu. Staje się ona bardzo ważnym Tłem dla ich rozpaczy. Zanim zaczęto tu kosić łąki i trawy, a więc przed 1995 roku, rodziny ofiar dostrzegały w nich symboliczną wartość zieleni. Gęste, bujne kwiaty, rozrost zieleni wokół dołów spaleniskowych i stawów z prochami ludzkimi, nadawały temu miejscu znaczenie „zamieszkania” przez dusze zamordowanych. Gatunki kwiatów i traw różnią się przecież między sobą tak jak ludzie. Latem nad łąkami Birkenau przyroda nie ustaje i wciąż z żarliwością daje o sobie znać. Nad ziemią – cmentarzem unoszą się setki motyli i ciem, których jest co najmniej dziesięć gatunków.

Pod koniec lat 90. przez środowisko konserwatorów przyrody przeszła ostatnia fala rewolucyjnych pomysłów na temat tego, co można by jeszcze zrobić z łąkami Birkenau. Pojawił się wówczas niezwykły, jak na polskie warunki, pomysł, by obsadzić zielone tereny roślinami odwołującymi do symboliki dobra i zła. Baśniowy motyw „zatrutych” roślin, ziół, które sprowadzają nieszczęście albo ratują komuś życie, drzew, które wiodą na śmierć, zaistniał tylko przez krótką chwilę w przestrzeni publicznej, ale niósł w sobie prawdziwą wiarę w możliwość „pisania” niestandardowych powieści o pamięci.

Odkąd istnieje przestrzeń Birkenau dla zwiedzających, a więc od lat 50. turyści czuli szczególny charakter tego miejsca. Opisywali je w kategoriach spotkania ze śmiercią w lesie, odnalezienia zapachu śmierci, przejścia po łące pełnej ludzkich prochów. W opisach ich pierwszego spotkania z przyrodą Birkenau uderza niezwykła wrażliwość na miejsce, podyktowana właśnie istnieniem kolorowych kwiatów, bujnych krzewów i drzew, ptactwa, zwierząt biegających wokół baraków. Te niestandardowe wspomnienia o przestrzeni Birkenau nie są nikomu potrzebne, odwołują bowiem do bocznej odnogi pamięci, skrawków wspomnień, które nie pasują ani do polityki historycznej tego miejsca, ani skostniałych patriotycznych wspomnień. A jednak ujmują czymś ludzkim, co spełnia się w prawdziwym dialogu z przyrodą i powietrzem. Obraz pięknej przyrody jest jednak tak samo niepoprawny jak obraz cudownych róż, które porastały dachy krematoriów.

„Takie róże znajdowały się na tym trawniku przed wejściem do krematorium i spotkało się to z takim protestem, takim krzykiem ze świata, że co oni sobie tu robią: Disneyland w tym Auschwitzu? Więc trzeba było to usunąć. Potem rosły tu jakieś inne kwiaty i ostatecznie też je usunięto. Teraz jest taki żywopłot i to jest jedyne świadectwo tego, że te kwiaty tu były.”2

Zając, B. (1995) Zielony czy szary? Jaki był obraz obozu? Oświęcim, Pro Memoria nr 3.

Hart, K. (1983) Return to Auschwitz, London, Grafton Books.

Charlesworth, A., Addis, M. (2002) Memorialization and the Ecological Landscapes of Holocaust Sites: The cases of Plaszow and Auschwitz-Birkenau, (w:) Landscape Research, Volume 27, Issue 3.

Mezga, D. (1990) The imagery of Auschwitz, (w:) Landscape Research, 15(3).

Young, J.E. (1993) The Texture of Memory, New Haven, CT, Yale University Press.

Gough, P. (1996) Conifers and commemoration—the politics and protocol of planting, (w:) Landscape Research, 21(1).

1 Relacja Kazimiery Korzeniewskiej, ur. 22.3.1912 r. w Omutińsku. Nr 43524. Oświadczenia tom 99, s. 2. Państwowe Archiwum Muzeum Auschwitz – Birkenau w Oświęcimiu.

2„Natomiast aparat fotograficzny, którym zdjęcia zostały wykonane zakopałem przy budynku krematorium nr V. Wspominałem o tym w swoim protokole zeznań z kwietnia 1945 r. Było uzgodnione z przesłuchującym mnie sędzią, że spotkamy się w Oświęcimiu, a ja wówczas wskażę miejsce ukrycia aparatu. Do spotkania tego nie doszło, aparat pozostał w ziemi. Obecnie, po tylu latach nie mogę już sobie przypomnieć gdzie jest to miejsce, gdyż zmieniło się także nieco otoczenie przy krematorium nr V, są krzewy, trawa.”

Oświadczenie Fajnzylberga Altera nr 27675. Oświęcim dnia 10.10.1985 r. Zamieszkały obecnie w Paryżu ul. 37 Avenue Jean Jaures 75019. Państwowe Archiwum Auschwitz – Birkenau w Oświęcimiu, Oświadczenia tom 114, s. 59.

3 Warto zwrócić uwagę na kontekst kulturowy zwiedzających i ich narodowość. Słaba rozpoznawalność tego miejsca dotyczy głównie wycieczek polskich i indywidualnych turystów z Polski. Poświęcają one zwykle kilka godzin na zwiedzenie Muzeum i pozostają jedynie w przestrzeni Auschwitz (jest tam klasyczna infrastruktura muzealna). Birkenau kojarzy im się z „tym samym” obozem, ale pozbawionym eksponatów i przestrzeni muzealnej do zwiedzania. Odległość między byłymi obozami wynosi 3,5 km, na dodatek sama przestrzeń Birkenau rozległa. Inaczej jest z wycieczkami zagranicznymi, np. z Izraela czy Niemiec, które obowiązkowo pojawiają się na terenie Birkenau (transport zwykle odwozi ich pod samo muzeum w Birkenau; nie muszą zatem nigdy korzystać z autobusu Muzeum czy pokonywać tę drogę pieszo).

4 Young, J.E. (1993), The Texture of Memory, New Haven, CT, Yale University Press, s. 120. Tłum. Marcin Boronowski.

5 Young, J.E. (1993), The Texture of Memory, New Haven, CT, Yale University Press, s. 316. Tłum. Marcin Boronowski.

6 Barbara Engelking, Jest taki piękny słoneczny dzień... Warszawa 2011, s. 8.

7 S. Schama Las, w: Tu byliśmy. Ostatnie ślady zaginionej kultury, fot. T. Rolke, esej S. Schama, przeł. B. Rymaniak, wprow. F. Tych, teksty A.J. Heschel, fotoTapeta, Berlin. Warszawa 2008, s. 138.

8 Ibidem, s. 36.

9 Meble obozowe w żargonie konserwatorów zabytków i pracowników to pozostałości po dawnym obozie: bloki, baraki, ruiny po komorach gazowych, budynki gospodarcze, etc.

10 „Do urzeczywistnienia wyrażonej przez Himmlera 1 marca 1941 roku zapowiedzi utworzenia nowego, drugiego z kolei obozu, doszło na terenie podoświęcimskiej wsi Brzezinka (Birkenau), odległej 3 km od obozu macierzystego” – czytamy w tekście Ireny Strzeleckiej. Początkowo obóz ten miał być przeznaczony dla jeńców wojennych. Aż do 31 marca 1944 roku używano w dokumentacji nazwy „obóz jeńców wojennych” (Kriegsgefangenenlager). Stanowił on od początku nie tylko integralną część obozu w Auschwitz, ale przypadła mu szczególna rola w udziale masowej zagłady Żydów. Warto odnotować, że początkowo obóz miał mieć zaledwie powierzchnię 81 ha. Por. I. Strzelecka, Utworzenie obozu w Brzezince i rozwój odcinków BI. Pierwsze plany budowy i ich realizacja, (w:) Auschwitz 1940 – 1945. Węzłowe zagadnienia z dziejów obozu. Założenie i organizacja obozu, tom I pod redakcją naukową Wacława Długoborskiego i Franciszka Pipera, Wydawnictwo Państwowego Muzeum Oświęcim – Brzezinka 1995, s. 63.

11 Opis Seweryny Szmaglewskiej odwołuje do obrazu walki z przyrodą, wydarcia jej połaci ziemi i urządzenia na niej prowizorycznego obozu dla ludzi. Wydarcie, walka z naturą odwołuje do obrazu zdobywania nieodkrytych, niedostępnych dla ludzi terenów i ziem. Sama przyroda w tym miejscu; gęsta, bujna, żywotna i samowystarczalna niesie w sobie obraz angielskiego ogrodu, który nie domaga się i nie potrzebuje ludzkiej ręki. A opis związany z łąką nasuwa skojarzenie z hodowlą bydła. Tak zaczyna się zarówno opowieść rustykalna, jak i kowbojska.

12 Seweryna Szmaglewska, Dymy nad Birkenau, Warszawa 1975, s. 15.

W planach budowy obozu zaznaczono, że nowe tereny mają być zabudowane drewnianymi barakami typu stajnie końskie (Pferdstallbaracken). „Były to- jak czytamy w tekście Strzeleckiej – baraki z prefabrykowanych elementów, OKH – typ 260/9, długości 40,7 m, szerokości 9,50 i wysokości 2,60 m posiadające zamiast okien rzędy świetlików po obydwu stronach na górze.”

I.Strzelecka, ibidem.

Warto odnotować, że poza barakami typu stajennego w obozie znajdowały się również baraki typu „szwajcarskiego”, to znaczy wyposażone w okna i klasyczny sufit. Były to baraki szpitalne znajdujące się w obozie na odcinku BIIf przeznaczonym na szpital (Häftlingskrankenbau). W odcinku BIII w barakach szwajcarskich przetrzymywano Żydówki, których masowe przybycie spowodowało, że nikt ich nie poddawał selekcji. Spały one w tych barakach wprost na gołej ziemi. Całe dnie spędzały one pod gołym niebem czekając na swoją kolej do komory gazowej. Odcinek ten nazywano „Meksykiem”. Rozebrane baraki po likwidacji tego odcinka obozu wysłano transportem do KL Gross – Rosen.

13 Hart, K. “Return to Auschwitz”, London, Grafton Books, 1983, s. 220, 222. Tłum. Marcin Boronowski.

14 Rozmowa z Wiesławą Gołąbek (w obozie Byczyńską), nr obozowy 13174 przeprowadzona w dniu 26.05.2013 roku. Nagranie niepublikowane.

15 Relacja dr Vlastimili Kladivovej, ur. 21.8.1921 r. numer 23518: „Gdy pociąg zatrzymał się, w świetle lamp dostrzegłam napis „Auschwitz”. Pomyślałam sobie wówczas, czy ja kiedykolwiek wyjdę z tego obozu. Do obozu poprowadzono nas wczesnym rankiem. Mgła osłaniała cały obóz, słychać było poszczekiwanie psów i jakieś wystrzały. Było chłodno, a uczucie zimna potęgowało zmęczenie po trudach jazdy i nieprzespanej nocy.” Państwowe Archiwum Auschwitz – Birkenau w Oświęcimiu, Oświadczenia tom 89b, s. 2.

Do klasyki literatury weszła scena z książki Imre Kertésza „Los utracony”, w której bohater z ogromną siłą sugestii i niezwykłą świeżością obserwacji mówi o powitaniu na stacji w Birkenau. „Twierdzę, że wyczekiwanie nie sprzyja radości – tak przynajmniej było ze mną, kiedy wreszcie naprawdę zajechaliśmy na miejsce. Może byłem zmęczony, a może ta gorliwość, z jaką czekałem na cel, sprawiła, że w końcu o nim zapomniałem: byłem z jakiegoś powodu obojętny. Trochę przegapiłem całe wydarzenie. Pamiętam, że obudziłem się nagle na obłąkane wycie znajdujących się gdzieś blisko syren; blade światło sączące się z zewnątrz sygnalizowało świt czwartego już dnia. Pociąg znowu stał, co się zdarzało często, zawsze zaś w przypadku alarmu lotniczego. Okienka były zajęte, jak normalnie w takich razach. Po pewnym czasie ja też się dopchałem. Nic nie zobaczyłem. (...) Tuż przed sobą, po lewej stronie zauważyłem jakiś budynek, może była to stacyjka na skraju świata, a może zaczynał się tu jakiś większy dworzec. Był mały, szary i całkiem wyludniony, z zamkniętymi okienkami i z takim zabawnie spadzistym dachem, jakie już wczoraj widywałem w tej okolicy; utrwaliły mi się w oczach w mglistym świtaniu jego kontury, potem z szarych stały się fioletowe i jednocześnie rozbłysły rdzawo okienka, kiedy padły na nie pierwsze promienie. Inni też zauważyli budynek, ja zaś opisałem go tym, co stali za mną. Pytali, czy nie widzę na nim nazwy miejscowości. Widziałem, i to nawet dwa słowa, w świetle wstającego dnia, na węższej, przeciwległej do naszego kierunku jazdy ścianie, niemal pod dachem: „Auschwitz-Birkenau” – przeczytałem nazwę wypisaną strzelistymi, ozdobnymi literami Niemców, z podwójnie falistym łącznikiem.

Obudził mnie ruch i podniecenie. Na zewnątrz słońce świeciło już pełnym blaskiem. Pociąg znów jechał. Pytałem chłopaków, gdzie jesteśmy, i powiedzieli, że wciąż w tym samym miejscu, właśnie w tej chwili ruszyliśmy dalej; zatem, jak się wydaje, musiało mnie obudzić szarpnięcie. Ale nie ulega wątpliwości, dodali, że przed nami są fabryki i coś w rodzaju osady.” S. 35 – 36.

„Najpierw ujrzałem ogromny teren, który wydał mi się nizinny. I zaraz też trochę oślepłem od tej niespodziewanej przestrzeni, od kłującego w oczy jednakowo białego blasku nieba i tej płaszczyzny. Nie miałem czasu się rozglądać – wokół mnie tłum, gwar, słowa, strzępy wydarzeń, zarządzenia.” S. 37

„Kiedy się rozejrzałem, znów zaskoczyła mnie wielkość, ogrom tej równiny. Jednak w tym całym tłumie i w tym oślepiającym blasku naprawdę nie mogłem się dokładnie zorientować: ledwo zdołałem rozróżnić przycupnięte w oddali przy ziemi budynki, tu i ówdzie kilka wieżyczek przypominających ambony myśliwskie, wieżę, komin.” S. 39

Imre Kertész, Los utracony, przeł. Krystyna Pisarska, W.A.B., Warszawa 2002.

16 Tom 11. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Krakowie nr. Dz. 54/ 47. Akta w sprawie karnej b. Komendanta obozu koncentracyjnego Oświęcim – Brzezinka Rudolfa Hoessa, tom 30. Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz – Birkenau w Oświęcimiu.

17 Relacja Paisikovica Dova ur. 1.4.1924 r. Węgry, numer A – 3076, rzeźnik. Państwowe Archiwum Auschwitz – Birkenau w Oświęcimiu, Oświadczenia tom 44, s. 93.

18 Rozmowa z Mirosławem Obstarczykiem, pracownikiem Działu Wystawienniczego w Państwowym Muzeum

Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, kuratorem i kustoszem przeprowadzona latem 2012 roku. Nagranie niepublikowane.

19 Young, J.E. (1993), The Texture of Memory, New Haven, CT, Yale University Press, s. 120. Tłum. Marcin Boronowski.

20 Andrew Charlesworth, Michael Addis, Memorialization and the Ecological Landscapes of Holocaust Sites: The cases of Plaszow and Auschwitz-Birkenau, (w:) Landscape Research, Volume 27, Issue 3, 2002.

Barbara Zając: „W celu ratowania obiektów muzealnych i drzew (…) dokonuje się od 1980 roku karczowania samosiewów i przerzedzania drzewostanu. Zabiegi te wykonują uczniowie Technikum Leśnego z Brynka, którzy jesienią i wiosną każdego roku odbywają na terenie Muzeum praktyki zawodowe (…).”

Barbara Zając, Zielony czy szary? Jaki był obraz obozu? (w:) Pro Memoria nr 3, lipiec 1995, s. 65.

21 Barbara Zając, Zielony czy szary? Jaki był obraz obozu? (w:) Pro Memoria nr 3, lipiec 1995, s. 65.

22 Barbara Zając, Zielony czy szary? Jaki był obraz obozu? (w:) Pro Memoria nr 3, lipiec 1995, s. 65.

23 Gough, P. (1996), Conifers and commemoration—the politics and protocol of planting, Landscape Research, 21(1), ss. 83.

24 Rozmowa z Mirosławem Obstarczykiem, pracownikiem Działu Wystawienniczego w Państwowym Muzeum

Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, kuratorem i kustoszem przeprowadzona latem 2012 roku. Nagranie niepublikowane.

il. 1. Joanna Kłos Rów odwadniający 2013, fot. J. Kłos